Pod jednym z moich postów pojawił się komentarz, który w podobnej formie wraca od lat: „Istotą Camino jest nocowanie w albergach, w salach wieloosobowych. Reszta to turystyka”.
Napisane w dobrej wierze, mam nadzieję. Ludzie, którzy tak piszą, przeważnie mają za sobą jakieś camino i coś im się w takiej sali wydarzyło – poznali kogoś, przegadali pół nocy z obcą osobą, ktoś podał im pomocną dłoń. I chcą tego bronić. Rozumiem to doskonale.
Ale zawsze zadaję sobie to samo pytanie: skąd oni wiedzą, że to jest istota? Kto im to powiedział? Od kiedy tak jest? Chodzę Camino od osiemnastu lat i nigdy nie sprawdziłem, kiedy właściwie powstał ten „odwieczny zwyczaj”. Więc sprawdziłem.
Wspólna sala z piętrowymi łóżkami, jako norma i świadomy wybór pielgrzyma, ma na Camino trzydzieści kilka lat. Nie tysiąc.
Średniowieczne hospicjum i dzisiejsze albergue to dwie zupełnie różne instytucje. Łączy je właściwie jedno: śpi się w jednym pomieszczeniu z obcymi. Poza tym nie mają ze sobą prawie nic wspólnego – ani prawnie, ani finansowo, ani teologicznie.
Sieć albergues, którą znamy, powstała między rokiem 1987 a 1993. Sam format sali z piętrowymi łóżkami jest niemieckim wynalazkiem szkolnym z 1912 roku, przeniesionym na hiszpański szlak siedemdziesiąt lat później.

Głównym źródłem jest Codex Calixtinus, znany też jako Liber Sancti Jacobi – rękopis, który do dziś leży w archiwum katedry w Santiago de Compostela. Powstał w połowie XII wieku, najczęściej datuje się go na lata 1135-1140, na pewno przed 1173, bo z tego roku pochodzi najstarsza znana kopia, wykonana przez mnicha Arnalda de Monte.
Kodeks ma pięć ksiąg. Pierwsza to kazania i teksty liturgiczne, prawie połowa objętości. Druga – dwadzieścia dwa cuda świętego Jakuba. Trzecia – opowieść o przewiezieniu ciała Apostoła z Jerozolimy do Galicii. Czwarta to tak zwany Pseudo-Turpin: Karol Wielki, bitwa w Roncevaux, śmierć Rolanda. Piąta, Liber peregrinationis, to przewodnik. I to ona nas tu interesuje.
W rozdziale IV księgi V jest fragment, który wyjaśnia wszystko:
Pan ustanowił na tym świecie trzy kolumny konieczne dla podtrzymania ubogich: hospicjum w Jerozolimie, hospicjum na Mont-Joux i hospicjum Świętej Krystyny na Somport.
Zwróćcie uwagę na cztery słowa: dla podtrzymania ubogich. Nie „dla przeżycia wspólnoty”. Nie „dla prawdziwego pielgrzymowania”. Dla podtrzymania ubogich.
Te trzy hospicja odpowiadały trzem wielkim pielgrzymkom chrześcijaństwa. Jerozolima to Ziemia Święta. Mont-Joux, czyli Wielka Przełęcz Świętego Bernarda w Alpach, to droga do Rzymu. A Santa Cristina na przełęczy Somport, 1635 metrów nad poziomem morza, to droga do Santiago. Zasady były proste: trzy dni darmowego noclegu, wyżywienie i opieka medyczna dla tych, którzy przechodzili Pireneje.
Już w XI wieku na przełęczy Ibañeta stał mały klasztor-szpital pod wezwaniem San Salvador. Nowe schronisko przeniesiono niżej, w miejsce lepiej osłonięte od pogody – ktokolwiek szedł tamtędy w listopadzie, wie dlaczego.

W Roncesvalles przechowywany jest kodeks zwany La Preciosa, jednocześnie księga chóralna i zbiór dokumentów prawnych kolegiaty. Jest w nim poemat o hospicjum, a w nim strofa, którą warto znać:
Porta patet omnibus, infirmis et sanis, non solum catholicis, verum et paganis…
Brama stoi otworem dla wszystkich, chorych i zdrowych, nie tylko dla katolików, ale i dla pogan, Żydów, heretyków, próżniaków i marnotrawców – i wszystkich przyjmuje jak braci.
Zauważcie, czego tu nie ma. Nie ma słowa o pielgrzymowaniu jako doświadczeniu ani o wspólnocie sali. Jest deklaracja miłosierdzia: drzwi otwarte dla tego, kto nie ma dokąd pójść, łącznie z tym, kto w ogóle nie jest chrześcijaninem.
Co tam robiono, wiemy z tego samego kodeksu. Myto pielgrzymom nogi i głowy, strzyżono brody i włosy, naprawiano buty. Były dwie oddzielne infirmerie, męska i żeńska. Chorzy dostawali łóżka „czyste i miękkie”. To nie jest opis hostelu, tylko opis przytułku.
Pod koniec XV wieku miał 87 łóżek: czterdzieści pięć w dwóch infirmeriach i czterdzieści dwa w dwóch salach noclegowych, osobno dla mężczyzn i kobiet. Ponad stu pracowników. Jedyne takie miejsce na całym szlaku. Wydawano tam około 70 tysięcy racji rocznie, czyli mniej więcej 200 dziennie, w sali zwanej Mesas de los romeros – Stoły pielgrzymów.
Razem jakieś 2800 kalorii. Zbilansowane, sycące, na całą dobę.
Chleb był biały. Nie razowy „chleb ubogich”, tylko jakości porównywalnej z tym, co jadały zamożne rodziny w Prowansji i na Sycylii. To nie była fanaberia: dla pielgrzymów z Europy Środkowej, przyzwyczajonych do żytniego chleba często skażonego sporyszem, biały chleb miał wartość wręcz leczniczą.
Wino dla pielgrzymów-ubogich rozwadniano, z własnego zbioru. Urzędnicy hospicjum pili sprowadzane z Rioja albo z Toro. A mięso z kury było tak drogie, że w 1499 roku kosztowało 30 maravedís, czyli dniówkę robotnika, i rezerwowano je praktycznie wyłącznie dla chorych.
Ostatni detal, który mówi najwięcej: łóżka pielgrzymów ustawiano w bocznych nawach kościoła, żeby chorzy mogli uczestniczyć w nabożeństwach nie wstając z posłania.
W lipcu 1152 roku siostra króla Alfonsa VII przekazała archidiakonowi don Ariasowi most nad rzeką, z zaleceniem, żeby wzniósł przy nim kościół i „szpital, gdzie mogliby się zatrzymać ubodzy Chrystusowi”.
Pauperes Christi. Ubodzy Chrystusowi. Nie „pielgrzymi”. Nie „wszyscy idący do Santiago”. Tak powstało San Marcos w León, które w średniowieczu miało dwanaście łóżek – liczba symboliczna, na pamiątkę dwunastu apostołów. Tak samo robiły Hospital del Emperador, San Lucas i La Real w Burgos.
Duże hospicja na całym Camino były cztery: Hospital del Rey w Burgos, Roncesvalles oraz, już z późniejszego okresu, Hospital de San Juan w Burgos i Hospital Real w Santiago. Cała reszta to placówki małe i średnie.
Co znaczy „małe”? Zwykły dom mieszkalny, najczęściej dom fundatora przerobiony na hospicjum. Dwa albo trzy pokoje. Dwa albo trzy łóżka. Kuchnia i stajnia-magazyn. Wystarczyło mieć dwa-trzy łóżka, żeby instytucja liczyła się jako „hospital”. Większość hospicjów miejskich i bractwowych nie miała więcej niż sześć łóżek.
Kto wyobraża sobie średniowieczne albergue jako wielką salę z rzędami posłań, w dziewięciu przypadkach na dziesięć się myli. Wyobraża sobie jedno z czterech największych miejsc na szlaku. Normą był mały domek z trzema łóżkami.
Nic nie było za darmo. Od progu pielgrzym był włączany w oficja religijne. Przed posiłkiem i po posiłku musiał modlić się za duszę fundatora i dobroczyńców. Pomagał w pracy. Rano ruszał w drogę dopiero po wysłuchaniu mszy. A chory, przed wejściem do infirmerii, musiał się wyspowiadać, przyjąć komunię i sporządzić testament. Gdy pielgrzym umierał, grzebano go z wielką powagą, w asyście całej wspólnoty hospicjum.
Luis Martínez García, historyk z Uniwersytetu w Burgos, pisze o tym wprost:
W średniowieczu istniały dwa modele opieki: model publiczny, darmowy, dobroczynny, realizowany w hospicjach, oraz model prywatny, płatny, realizowany w gospodach, zajazdach i domach prywatnych.
Dwa systemy. Równolegle. Od samego początku. Hospicja, jak pisze dalej Martínez García, „ani trochę nie pokrywały potrzeb noclegowych” ludzi idących szlakiem. Obok nich musiała istnieć gęsta sieć prywatnych noclegowni. Sektor płatny istniał od XI wieku, odkąd trasa się ustabilizowała, ruch stał się masowy, a zakwaterowanie pielgrzymów mogło stać się interesem.
Co oferowała taka płatna gospoda? Łóżko, ogień, naczynia kuchenne, żeby ugotować sobie własne jedzenie. Plus informację: o sanktuariach po drodze, o bocznych drogach lepiej przejezdnych, o jarmarkach i o kursach wymiany monet. Czyli dokładnie to, co dziś robi pensjonat i recepcjonista.
Sam Kodeks wspomina, że hospicja przyjmowały „osoby rzeczywiście potrzebujące, czy to pielgrzymów, czy miejscową biedotę, zdrowych czy chorych”. Nie tylko pielgrzymów. To nie były noclegownie dla wędrowców, tylko przytułki, które przy okazji obsługiwały ruch pielgrzymkowy.
| Rok | Co się wydarzyło |
|---|---|
| 1912 | Altena w Niemczech. Powstaje format: sala, piętrowe łóżka, sienniki, wspólna kuchnia |
| 1978 | Trzynastu pielgrzymów w całym roku odbiera Compostelę |
| 1982 | Jan Paweł II w Santiago, Akt Europejski |
| 1984 | Elías Valiña maluje żółte strzałki |
| 1987 | Kongres w Jace – impuls do ujednoliconej credencial i nowoczesnej koncepcji albergues |
| 1989 | Światowe Dni Młodzieży w Santiago. Valiña umiera w grudniu |
| 1991 | Refugio Gaucelmo. Ruszają przygotowania do Xacobeo |
| 1992 | Monte do Gozo, 800 miejsc |
| 1993 | Xacobeo. Red Pública de Albergues. Skok z 9 764 na 99 436 pielgrzymów |
Sieć albergues w formie, którą znamy, ma trzydzieści kilka lat. Jest młodsza niż wielu ludzi, którzy dziś tłumaczą w komentarzach, na czym polega istota Camino.
Kiedy w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych budowano schroniska na szlaku, nikt nie odtwarzał średniowiecznego hospicjum. Wzięto gotowy, sprawdzony i tani model niemieckiego schroniska młodzieżowego z XX wieku, po czym rozstawiono go co kilkanaście kilometrów wzdłuż średniowiecznej drogi. To dobry model. Naprawdę dobry. Ale nazywanie go istotą tysiącletniej pielgrzymki to nieporozumienie.

Wyobrażenie „średniowieczny pielgrzym równa się ubogi wędrowiec z kijem i tykwą, śpiący w hospicjum” to obrazek z pocztówki, nie z dokumentów. Przez pierwsze wieki od odkrycia grobu Jakuba pielgrzymowali głównie zamożni. Całymi orszakami – ach, te dzisiejsze grupy zorganizowane.
Albergue są świetne. Naprawdę. To jedna z najlepszych rzeczy, jakie ktokolwiek wymyślił dla wędrujących ludzi. Tanie, gęsto rozstawione, otwarte, bez rezerwacji, z pierwszeństwem dla idących pieszo. System, w którym dostajesz łóżko, prysznic i kuchnię, a obok ciebie śpi Koreanka, Niemiec i emeryt z Bydgoszczy. Sam spałem w nich setki razy i mam stamtąd historie, których nie miałbym w hotelu.
Ale to, że coś jest dobre, nie znaczy, że jest istotą.
Dlatego u nas są oba warianty i żaden z nich nie jest „gorszym camino”. Większość naszych wyjazdów to klasyka z noclegami w schroniskach – jak Camino Primitivo z noclegami w albergach czy Camino Frances z Villafranca del Bierzo. Dla tych, którzy chcą iść tyle samo kilometrów, ale spać we własnym pokoju, mamy wersje hotelowe: Camino Espiritual z noclegami w hotelach oraz Camino Portugues z Vigo w pokojach dwuosobowych.
Wszystkie terminy znajdziesz w kalendarzu wyjazdów na Camino de Santiago.
A istotą i tak pozostaje święty Jakub w Composteli, który ma być dla nas początkiem ważniejszej drogi niż całe Camino. I czy śpimy w albergue, czy w hotelu Parador, nie ma dla Niego żadnego znaczenia.
Nie. Ani Kościół, ani Biuro Pielgrzyma nie uzależniają niczego od rodzaju noclegu. Compostelę otrzymuje się za pokonanie ostatnich 100 kilometrów pieszo lub 200 kilometrów rowerem, niezależnie od tego, gdzie się śpi.
Hospicjum było instytucją dobroczynną dla ubogich, chorych i podróżnych, utrzymywaną z fundacji i darowizn, a pobyt wiązał się z obowiązkami religijnymi. Dzisiejsze albergue to tanie schronisko dla pielgrzymów, płatne, bez zobowiązań religijnych, w formacie przejętym z niemieckich schronisk młodzieżowych.
Sieć w obecnej formie powstawała między 1987 a 1993 rokiem, a jej symbolicznym domknięciem był Rok Święty 1993 i utworzenie Red Pública de Albergues w Galicii.
W hospicjach tak, ale w zamian za modlitwę za fundatorów, udział w liturgii i pomoc w pracy. Równolegle działał sektor płatny: gospody i zajazdy, z których korzystała większość pielgrzymów, bo hospicja nie pokrywały zapotrzebowania.
Źródła: Codex Calixtinus / Liber Sancti Jacobi (księga V, rozdz. IV), kodeks La Preciosa z Roncesvalles, prace Luisa Martíneza Garcíi (Universidad de Burgos) o hospicjach na szlaku jakubowym, statystyki Oficina del Peregrino.
PON – PIĄ: 08:00 – 16:00
SOB: 10:00 – 14:00
NIEDZ: Odpoczywamy. Ty też odpocznij.
Nie wstydź się! Daj nam znać jeśli masz pytania.