Rok 44 po Chrystusie. Jaffa, port w Ziemi Świętej. Dwóch uczniów Apostoła Jakuba – Atanazjusz i Teodor – ładuje ciało swojego nauczyciela do łodzi. Łódź nie ma steru, wioseł, żagli. Ani sternika. Galicyjska tradycja mówi, że prowadzą ją aniołowie i gwiazda. Po siedmiu dniach łódź wpływa w zatokę po drugiej stronie Europy. Tak zaczyna się historia, którą nazywamy Translatio Sancti Iacobi – i bez której nie byłoby Camino de Santiago.
Polski pielgrzym tej historii zazwyczaj nie zna w całości. W książkach o Camino dostaje wersję skróconą: św. Jakub umarł, ciało dotarło do Galicji, jest pochowany w Santiago. Koniec wykładu.

Prawdziwa historia ma w sobie więcej wątków. Pogańską królową, której na imię było Lupa. Dzikie byki, które miały zatratować chrześcijan, a zamiast tego dały się zaprzęgnąć do wozu z relikwiarzem. Smoka, którego pokonano znakiem krzyża. Rzymski kamień drogowy (czy aby na pewno?), który stoi do dziś pod ołtarzem w małym kościele w Padrón. Galicyjskiego pustelnika imieniem Pelayo, który w 813 roku zobaczył nad lasem światła.
I jedyną na świecie morską Drogę Krzyżową, którą można dziś przepłynąć z Vilanova de Arousa do Pontecesures – w niespełna 90 minut.
Historia logicznie spina nie tylko wędrówkę szlakami Camino Portugues, Espiritual czy Orixe, ale jest filarem wiedzy o Camino de Santiago.
Tę historię musisz znać przed kolejnym Camino.
Słowo z łaciny. Translatio znaczy „przeniesienie”, „przewiezienie”. Sancti Iacobi – „świętego Jakuba”.
Razem – cała historia transportu szczątków Apostoła z Palestyny do Galicji. Drogą morską. Łodzią. Do miejsca, które dziś nazywamy Padrón.
Termin używany w teologii i historii Kościoła od średniowiecza. Pojawia się jako tytuł trzeciej księgi Liber Sancti Jacobi (o tym za chwilę) – jednego z najważniejszych średniowiecznych dokumentów chrześcijańskiej Europy.
Liturgicznie Kościół wspomina Translatio św. Jakuba w kalendarzu 30 grudnia. Nie 25 lipca (to dzień jego męczeństwa). Trzydziesty grudnia to dzień przybycia ciała Apostoła do Galicji. Po Bożym Narodzeniu, kilka dni przed Nowym Rokiem. Większość polskich pielgrzymów nie wie o tej dacie. W Galicji, a szczególnie w Padrón, to ważne święto lokalne do dziś.
Rok 44 n.e. Ten sam rok, w którym Apostoł poniósł śmierć z rozkazu Heroda Agryppy I. Tradycja umieszcza całą morską podróż łodzi bezpośrednio po męczeństwie – uczniowie podobno nie zwlekali z transportem ciała.
Dlaczego nie zwlekali? Z trzech bardzo konkretnych powodów.
Pierwszy – prześladowania. Herod Agryppa I, ścięciem Jakuba, dopiero zaczął akcję przeciwko wspólnocie chrześcijan w Jerozolimie. Dzieje Apostolskie opisują, że tuż po Jakubie aresztowano Piotra (Dz 12,3-4). Kościół w Jerozolimie ukrywał się. Posiadanie ciała męczennika było dowodem rzeczowym – kolejna głowa dla Heroda. Trzeba było je usunąć z Jerozolimy. Szybko.

Drugi – prawo żydowskie i rzymskie. Skazany na śmierć przez ścięcie nie miał prawa do pochówku w normalnym grobowcu żydowskim ani na cmentarzu chrześcijańskim (którego zresztą w Jerozolimie jeszcze nie było). Ciało musiało być pochowane „poza obozem” – albo zabrane. Uczniowie wybrali drugą opcję. Nie chcieli, żeby ciało Mistrza skończyło w masowym grobie skazańców pod Jerozolimą.
Trzeci – obietnica. Tradycja mówi, że Apostoł za życia wyrażał wolę, żeby spocząć w Hispanii – w miejscu, do którego dotarł na misji. Atanazjusz i Teodor po prostu wykonali obietnicę. Od męczeństwa do wypłynięcia łodzi z Jaffy minęło, według różnych wersji legendy, kilka dni do maksymalnie tygodnia.
Wszystko wskazuje, że operacja była przygotowana wcześniej. Łódź czekała w Jaffie. Uczniowie mieli plan. Apostoł najpewniej wiedział, że jego życie kończy się w Jerozolimie.
Galicyjska tradycja podaje trasę dokładnie:
Cała trasa według tradycji – siedem dni żeglugi. Łódź porusza się „siłami nadprzyrodzonymi” – aniołowie i gwiazda. Ale geografia jest realna. Jest to fizycznie możliwa trasa morska. Od Jaffy do galicyjskich rias popłynęliby też kupcy, gdyby chcieli.
To jest jeden z powodów, dla których ta konkretna tradycja jest brana poważnie – geografia trzyma się kupy.
Miejsce, do którego dopłynęła łódź, nie było wioską rybacką. Iria Flavia była jedną z ważniejszych osad rzymskiej prowincji Gallaecia. Miała port, świątynie pogańskie, mury obronne, drogi, własnego biskupa. Założona na początku I wieku przez cesarza Augusta. Nazwana imieniem cesarza Wespazjana, ojca dynastii Flawiuszy.
W chrześcijaństwie wczesnego średniowiecza Iria Flavia była stolicą diecezji. Biskupi Irii rządzili całym tym regionem aż do IX wieku, kiedy stolica diecezji przeniosła się do nowopowstałego Santiago de Compostela.
To znaczy konkretnie: gdy łódź ze szczątkami Apostoła dopływała do tych brzegów, trafiła do społeczności, która umiała ją przyjąć. Nie do dziczy, jak się czasem opisuje to wydarzenie, a do rzymskiej osady portowej z infrastrukturą.
Chwilka przerwy. Bo wchodzimy w temat, o którym wszyscy piszą nieprecyzyjnie, łącznie ze mną w starszych tekstach (ups!).
Milarium (łac. miliarium) to rzymski słup drogowy. Kamień milowy. Cylindryczny albo prostopadłościenny słup wysokości 1,5-3 m, ustawiany co milę rzymską (mille passus – 1481 m, czyli tysiąc podwójnych kroków rzymskiego legionisty) wzdłuż drogi.

Trzy funkcje miliariów:
Standardowa formuła inskrypcji na milarium imperialnym:
IMP(ERATOR) CAES(AR) [imię cesarza]
PONTIFEX MAXIMUS
TRIB(UNICIA) POT(ESTATE) [numer roku]
[odległość w milach rzymskich do miasta X]
Te kamienie spotykacie do dziś masowo na rzymskich drogach Hiszpanii. Najwięcej zachowanych miliariów w całej Hispanii leży wzdłuż Via de la Plata – starego rzymskiego szlaku z Mérida (Augusta Emerita) do Astorga (Asturica Augusta). Obecnie La Plata rozpoczyna się w Sevilli (a nawet w Kadyksie).
Idąc Camino Via de la Plata mijacie miliaria praktycznie codziennie. Niektóre stoją w polu jak gdyby nigdy nic. Niektóre wmurowane w wiejskie kościoły jako materiał wtórny. Niektóre w muzeach archeologicznych w Méridzie czy Salamance. Same nazwy „Via de la Plata” niektórzy badacze tłumaczą z łacińskiego via delapidata – „droga oznaczona kamieniami” (od lapis – „kamień milowy”). Czyli dosłownie „droga miliariów”.
Po co Wam ta dygresja? Bo wszyscy myślą, że kamień w Padrón to milarium. A to nieprawda.
Kamień, do którego według tradycji zacumowano łódź ze szczątkami Apostoła, nie jest milarium. To rzymska ara wotywna – czyli pogański ołtarz.
Konkretnie: ara wotywna dedykowana Neptunowi, bogu mórz i wód, ufundowana przez mieszkańców Iria Flavia.
Wymiary: 167×75×75 cm. Kamień granitowy. Czworościenny słup zwężający się ku górze, charakterystyczny dla ołtarzy wotywnych.
Inskrypcja zachowana na kamieniu: NO ORI ESES D S P (litery częściowo wytarte przez stulecia, ponieważ pielgrzymi średniowieczni mieli zwyczaj całowania i obejmowania kamienia).
Pełny napis łaciński, zrekonstruowany przez epigrafików:
NEP(TVNO)
ORIESES
D(E) S(VO) P(OSVERVNT)
Tłumaczenie: „Neptunowi – Orieses [mieszkańcy Iria Flavia] – z własnych [środków] postawili.”
Czyli klasyczna formuła rzymskiej ary wotywnej: komu (Neptunowi), kto (mieszkańcy Iria), z czego (z własnych pieniędzy), postawili.
Pytanie kluczowe. I odpowiedź jest prosta: Bo Neptun był rzymskim bogiem mórz i wód. A Iria Flavia była portem morskim.
Każdy port w rzymskiej Hispanii miał wotywne ołtarze do Neptuna. Marynarze, kupcy, rybacy – przed wypłynięciem na morze i po powrocie składali ofiary. Wlewali wino, kładli monety, zapalali kadzidło. Prosili o bezpieczną żeglugę, dobry połów, sprzyjający wiatr. Religia praktyczna. Trochę jak w dzisiejszej Polsce.
W Iria Flavia ten konkretny ołtarz prawdopodobnie stał na nabrzeżu portowym albo na pirsie. Wystawiony na widok każdego, kto wchodził albo wychodził z portu. Tam łódź mogła przybijać przez setki lat – rybackie, handlowe, wojenne. Cumowano do każdego pewnego punktu na nabrzeżu, w tym do solidnych kamiennych ołtarzy.
I tu pojawia się tradycja Translatio.
Łódź ze szczątkami Apostoła Jakuba – bez sterowniczego, bez wioseł, prowadzona gwiazdą – przybija do pogańskiego ołtarza Neptuna.
Po dotarciu łodzi i pochówku Apostoła kamień nie został wyrzucony. Wyryto na nim krzyż – klasyczna procedura chrystianizacji pogańskich ołtarzy, którą Kościół stosował od IV-V wieku. Wcześniej w Iria Flavia było wiele takich ołtarzy, ale ten – „ten od łodzi” – zatrzymano i przeniesiono do kościoła parafialnego.
Stąd nazwa miasta. Padrón po hiszpańsku znaczy „wielki kamień” / „głaz”. Nazwa średniowieczna, ukuta wokół tego konkretnego kamienia.
Mieszkańcy Iria Flavia w średniowieczu zaczęli mówić: „chodźcie do pedrón” – „chodźcie do kamienia”. W XI-XII wieku nazwa się utrwala. W XIII wieku miasto formalnie zmienia nazwę z Iria Flavia na Padrón.
Miasto wzięło nazwę od kamienia. Konkretnie od tej ary wotywnej do Neptuna, na której ślad łodzi został przechowany. Tyle.
Pedrón stoi pod głównym ołtarzem Iglesia de Santiago Apóstol w Padrón. W samym centrum miasta, kilkadziesiąt metrów od mostu na rzece Sar. Na zdjęciu poniżej po lewej za mostem.
Co widzicie we wnętrzu kościoła pod nadstawą ołtarza głównego:
Pielgrzymi obejmowali głaz, całowali, dotykali czołem. Stąd litery inskrypcji są tak wytarte. Dziś kamień umiejscowiony jest pod nastawą ołtarzową i ciężko go dotknąć, ale można zobaczyć z bardzo bliska.
Godziny otwarcia kościoła: zwykle 9:00-13:00 i 17:00-20:00 (z przerwą na sjestę). Niedziela – dłużej, w okolicach Mszy. Wejście wolne, ofiara mile widziana.
Każdy pielgrzym, który dochodzi do Padrón – czy idąc Camino Espiritual, A Orixe, Da Costa, czy którymkolwiek innym camino przez Padrón – powinien wejść do tego kościoła.
Po dotarciu łodzi do Iria Flavia uczniowie Atanazjusz i Teodor musieli znaleźć miejsce pochówku Apostoła. Trafili do lokalnej władczyni – królowej Lupy (znanej też jako Loba, Luparia, Lupia). Postać dobrze opisana zarówno w Codex Calixtinus (XII wiek), jak i w późniejszej Złotej Legendzie Jakuba de Voragine.
Lupa była władczynią pogańską. Rządziła okolicznymi ziemiami z Pico Sacro – wzgórzem o wysokości 533 m n.p.m. (do dziś istniejące, ok. 18 km od Santiago de Compostela). Uczniowie poprosili ją o wóz i woły, którymi mogliby przewieźć ciało Apostoła w głąb lądu.
Lupa, próbując ich zabić, wskazała im stado dzikich byków pasących się na łąkach Pico Sacro. Powiedziała: „weźcie sobie te”. Byki były znane jako agresywne i nieokiełznane.
Pierwszy cud Translatio. Gdy uczniowie podeszli do byków ze znakiem krzyża, dzikie zwierzęta uspokoiły się natychmiast. Pozwoliły się zaprzęgnąć do wozu. Lupa była świadkiem.
Nie przekonana, próbowała dalej. Wysłała ich w stronę, gdzie – jak wiedziała – miał kryjówkę wielki smok. Smok wyszedł i miał ich pożreć. Atanazjusz i Teodor uczynili znak krzyża. Smok zginął na miejscu.
Lupa wreszcie się poddała. Przyjęła chrzest. Oddała swoje ziemie na potrzeby pochówku Apostoła. Według tradycji jej pałac na Pico Sacro został przekształcony w pierwszy chrześcijański kościół w regionie.
Byki zaprzęgnięte do wozu pociągnęły ciało Apostoła w głąb Galicji, do miejsca, które wybrały same – i tam zatrzymały się. To miejsce dziś nazywa się Compostela.
Nazwa „Compostela” ma dwie konkurencyjne interpretacje. Pierwsza, tradycyjna – od łacińskiego campus stellae, czyli „pole gwiazdy” (gwiazda, która prowadziła łódź; gwiazda, którą pustelnik Pelayo zobaczył nad grobem). Druga, naukowa – od łacińskiego compositum, czyli „miejsce pochówku” / „cmentarzysko”.
Językoznawcy galicyjscy skłaniają się dziś częściej do drugiej opcji. Ale tradycja wiernie trzyma się pierwszej. Bo bardziej pasuje do historii Translatio – gwiazda prowadziła łódź, gwiazda wskazała grób.
Skok w czasie. Po pochówku ciała Apostoła w wybranym przez byki miejscu, grób został zapomniany na osiem stuleci. W tym czasie chrześcijaństwo przeszło z Iberii pod kontrolę muzułmańską (711 r.) i utrzymywało się tylko w północnych częściach półwyspu.
Aż w 813 roku (data tradycyjna, niektóre źródła podają lata 810-820) lokalny galicyjski pustelnik Pelayo zobaczył nad zalesionym wzgórzem w lesie Libredón tajemnicze światła. Spotykał je nocami przez kilka dni. Opowiedział o tym biskupowi Iria Flavia, Teodemirowi.
Biskup poszedł zobaczyć. Pod światłami znalazł grobowiec. W grobowcu – szczątki, a obok napis identyfikujący Apostoła Jakuba. Po obu stronach grobu Apostoła – dwa mniejsze grobowce, prawdopodobnie Atanazjusza i Teodora.
Teodemir ogłosił odkrycie królowi Asturii, Alfonsowi II Czystemu. Król ruszył pieszo z Oviedo do grobu – dystans około 320 km.
To była pierwsza pielgrzymka do Santiago de Compostela. Stąd nazwa szlaku, który dziś nazywamy Camino Primitivo – szlak pierwotny. Czyli ten, którym szedł pierwszy pielgrzym.
Na miejscu grobu zbudowano kapliczkę. W kilkudziesięciu kolejnych latach – kościół. W 1075 zaczęto wznosić wielką katedrę romańską, którą widzimy dziś. Pielgrzymi z całej Europy ruszyli do Composteli. Camino de Santiago stało się trzecim najważniejszym (po Jerozolimie i Rzymie) szlakiem pielgrzymkowym chrześcijaństwa.
A wszystko zaczęło się w Padrón. Od łodzi. Od kamienia. Od dzikich byków na Pico Sacro.
Klucz do tradycji Translatio leży w manuskrypcie napisanym między 1138 a 1173 rokiem. Nazywa się Liber Sancti Jacobi (Księga Świętego Jakuba) – znany też jako Codex Calixtinus, bo przypisywano go papieżowi Kalikstowi II (zm. 1124).
Powstał na zlecenie Diego Gelmíreza, pierwszego arcybiskupa Santiago de Compostela. Cel – politycznie umocnić Compostelę jako trzecie obok Jerozolimy i Rzymu centrum pielgrzymkowe.
Codex ma pięć ksiąg. Trzecia z nich, Liber de translatione corporis sancti Jacobi ad Compostellam, opowiada w szczegółach historię Translatio. Najkrótsza ze wszystkich pięciu. Ale za nią idzie cały kult.
Wpisany na listę UNESCO „Pamięć Świata” w 2017 roku. Oryginał przechowywany w archiwum katedry w Santiago de Compostela.
Liber Sancti Jacobi jest też pierwszym dokumentem opisującym pielgrzymów Camino zbierających muszle przegrzebka (Pecten maximus) na galicyjskim wybrzeżu. Stąd muszla św. Jakuba jako symbol Camino – z księgi z XII wieku.
Ułożę chronologicznie wszystko, co warto wiedzieć o historii Translatio i kultu, który z niej wyrósł:
Wracamy do 1963.
W tym roku Galicja przygotowuje się do Roku Świętego 1965 – jubileuszowych obchodów w Santiago. Lokalny działacz społeczny, prawnik José Luis Sánchez-Agustino, wpada na pomysł: postawić na morzu i nad brzegami zatoki Arousa kamienne krzyże, które będą oznaczać trasę łodzi z ciałem Apostoła.
Konkretnie – 17 krzyży. Bo Droga Krzyżowa ma 14 stacji plus 3 dodatkowe.
Krzyże postawiono z funduszy publicznych i prywatnych darowizn, w latach 1963-1965. Niektóre stoją na lądzie – na nadbrzeżach. Niektóre na wyspach na zatoce Arousa. Niektóre na palach wbitych w dno morza, dziesiątki metrów od brzegu. Wszystkie są jednakowe stylistycznie – kamienne, masywne, w typie galicyjskim (cruceiro).
To jest jedyna na świecie Vía Crucis, którą nie można przejść pieszo. Trzeba ją przepłynąć, najlepiej podczas pielgrzymki szlakiem Espiritual.
Wpisana jako oficjalna stacja Drogi Krzyżowej przez Konferencję Episkopatu Hiszpanii. Pielgrzymi, którzy chcą „zaliczyć” tę Drogę Krzyżową, muszą wsiąść do łodzi w Vilanova de Arousa i przepłynąć trasę do Pontecesures. 15 mil morskich (około 28 km). 90 minut w jedną stronę. Pokonujemy tę trasę podczas wędrówek Camino Espiritual.
Pojedyncze krzyże mają swoich opiekunów – lokalne parafie albo rodziny. Co kilka lat są konserwowane. Niektóre podświetlane są w nocy.
Trasa Translatio funkcjonuje jako pielgrzymkowy szlak morsko-rzeczny od kwietnia do października każdego roku. Codziennie. W listopadzie-marcu – na zamówienie dla większych grup.
Punkt startowy: port w Vilanova de Arousa (po galicyjsku Vilanova de Arousa, po hiszpańsku Villanueva de Arosa). Miasteczko portowe na zachodnim wybrzeżu Galicji, kilkanaście kilometrów na zachód od Pontevedry.
Punkt końcowy: port w Pontecesures – małym miasteczku tuż na północ od Padrón. Z portu można pieszo dojść do Padrón (~3 km, 40 min) albo wziąć taksówkę.
Operatorzy rejsów:
Czas trwania: 1 godzina 15 minut do 1 godziny 45 minut, zależnie od pływów morskich (rejs odbywa się przy odpowiednim stanie wody w rzece Ulla).
Co widzicie po drodze:
Po przepłynięciu trasy Translatio łodzią można otrzymać specjalny certyfikat – Pedronía (czasem zapisywany „Pedronia”). To analog Composteli, ale specyficzny dla rejsu. Otrzymają go tez wszyscy pielgrzymi, którzy dojdą tu pieszo innymi szlakami.
Pedronię wydaje biuro informacji turystycznej w Padrón, do której trzeba zgłosić się po dotarciu do miasteczka. Wymagane:
Pedronia jest po łacinie. Wystawiana bezpłatnie. Dla kolekcjonerów certyfikatów Camino – rzecz unikatowa.
Ci, którzy idą Camino Espiritual pokonują dokładnie tę drogę morską, którą pokonały szczątki św. Jakuba Apostoła.
Łódź dobija do Pontecesures. Tu zaczyna się ostatnia część pielgrzymki.
Pontecesures jest dziś małym miasteczkiem (ok. 3000 mieszkańców). Główna ciekawostka – most romański nad rzeką Ulla, datowany na XII wiek. Pierwotnie zbudowany jako rzymski (z czasów Iria Flavia), później przebudowany w średniowieczu. Pielgrzymi schodzą z łodzi i przechodzą przez ten most pieszo – to ostatni odcinek „morskiej części” Camino.
Pieszo z Pontecesures do Padrón – 3 km, 40 minut.
Po Padrón pielgrzymi ruszają do Santiago – 26 km pieszo, ostatni etap Camino Espiritual albo każdego camino kończącego się tą drogą.
Tu wchodzimy w praktykę pielgrzyma. Każde nasze camino, które dochodzi do Santiago od strony portugalskiej albo galicyjskiej, dotyka historii Translatio. Bo każde z nich przechodzi przez Padrón.
1. Camino Espiritual – najgłębsze ujęcie Translatio. Trzy unikatowe etapy, inne niż na klasycznym Portugues: Pontevedra – Armenteira (22,5 km), Armenteira – Vilanova de Arousa (24 km), Vilanova – Pontecesures łodzią (15 mil morskich). To jedyny oficjalny szlak Camino de Santiago, na którym pielgrzymi pływają łodzią dokładnie trasą Translatio. Sezon: kwiecień-październik.
2. Camino de Barbanza – A Orixe – lądowe odbicie trasy Translatio. Pielgrzymi idą półwyspem Barbanza, brzegiem tej samej zatoki Arousa, którą Apostoł dopłynął do Galicji. Przez trzy dni patrzycie na wodę, której pływa Camino Espiritual. Wszystko o tym szlaku opisałem w osobnym tekście o A Orixe.
3. Camino Portugalskie wybrzeżem (Da Costa) – klasyczny szlak portugalski z Baiony do Santiago. Przechodzi przez Padrón w przedostatnim etapie. Kamień Apostoła można obejrzeć, ale wątek Translatio nie jest centralny w narracji szlaku.
4. Camino Portugues z Vigo – pokoje 2-3 osobowe – 100 km z Vigo. Przedostatni etap kończy się w Padrón. Komfortowy wariant z noclegami w pokojach 2-3-osobowych. Padrón odwiedzacie w drodze.
5. Camino Portugues Wybrzeżem Atlantyku w tydzień (8 dni) – 100 km z Baiony, szybki wariant. Padrón na przedostatnim etapie.
6. Camino z Porto szlakiem nadmorskim – 270 km – długa wersja, z całym wybrzeżem portugalsko-galicyjskim. Padrón przed Santiago.
7. Camino Portugues + Muxia i Finisterra pieszo – rozszerzony program, najpierw Camino Portugues z Padrón, potem pieszo na „koniec świata”. Dla tych, którzy chcą zobaczyć całą historię – od kamienia w Padrón po latarnię w Fisterra.
Mój wybór dla pielgrzyma, który chce świadomie iść w temacie Translatio: Camino Espiritual na pierwszym miejscu (bo etap morski!), A Orixe na drugim (bo wybrzeżem Atlantyku). Razem dają dwie strony tej samej historii – z perspektywy łodzi i z perspektywy brzegu.
Do zobaczenia na szlaku.
PON – PIĄ: 08:00 – 16:00
SOB: 10:00 – 14:00
NIEDZ: Odpoczywamy. Ty też odpocznij.
Nie wstydź się! Daj nam znać jeśli masz pytania.