Dziś ostatni z konkursowych wpisów. Tym razem Ola Sędor (która pisze też swojego bloga) o albergue w El Acebo.

Magiczne miejsce na Camino- albergue w El Acebo

Miałam nic nie pisać na ten temat. Ale po przeczytaniu wpisu Tamary na forum caminodesantiago.pl na temat tego miejsca, o którym mówię byłam zmuszona napisać te parę słów.

Dla mnie magicznym miejscem na camino było albergue w El Acebo. Było to zwykłe albergue, w malutkiej miejscowości. Było nas tam około 20 osób. Ustawiliśmy plecaki pod ścianą i czekaliśmy na otworzenie drzwi.

budynek albergue el acebo

Kwadrans przed czasem wyszła hospitalera na zewnątrz i zapaliła papierosa. Zaczęła z nami rozmawiać. W środku panował niemiecki ordnung i wcale mi to nie przeszkadzało.

Plecaki wszyscy zostawili na dole, na górze w nocy i nad ranem nikt nie szeleścił.

Ale nie dlatego było to magiczne miejsce dla mnie. Odmieniło ono moje negatywne nastawienie do camino. Dzień wcześniej upadły wszelkie moje wyobrażenia na temat camino. Nocowałam w Rabanal. Do sali przechodziłam przez łazienkę. Oglądanie prawie gołych za przeproszeniem dup nie jest dla mnie miłe.

Byłam załamana camino, zrobiły mi się pęcherze, wszystko mnie bolało i chciałam wracać do domu. Ale jak doszłam do Acebo zobaczyłam co to znaczy prawdziwa caminowa więź (przynajmniej w moim rozumieniu).

el acebo camino

Zapisywaliśmy się na kolację przy rejestracji. Hospitalera zapytała nas czy pomożemy nakrywać do stołu. Chętnie. Nakryliśmy. Było międzynarodowe towarzystwo.

Tam spotkałam ludzi, z którymi moja droga krzyżowała się do samego Santiago. Wszyscy odmówiliśmy Ojcze nasz (każdy w swoim języku) przed posiłkiem. Potem jedzenie. Rozmowy na kilka języków, na migi. Nie zapomnę jak tłumaczyłam Czechowi z angielskiego na zrozumiały dla niego język i na odwrót? Nie sądziłam, że aż tak dobrze znam czeski?

Wino, chleb, rozmowy, śpiewy.

Potem babskie zmywanie naczyń i babskie gadanie w kuchni? Nie ma to jak jednoczące gary. Kanadyjka, tłumaczyła z angielskiego na francuski, a ja z angielskiego na polski. Wszystkie się rozumiałyśmy po chwili bez słów. Niemiec pochwalił nasze zmywanie.

albergue el acebo kolacja

Wtedy zrozumiałam, co to znaczy camino. Że to nie tylko szlak, ilość kilometrów, ale też i te gary i to zmywanie i tłumaczenia na wszystkie języki świata.

Jak doszłam do Santiago to z Kanadyjczykami, których tam spotkałam ściskałam się na placu przed katedrą jak z dobrymi znajomymi.

Na drugim moim camino nie przeżyłam czegoś takiego. Może dlatego, że nie zwątpiłam w camino i św. Jakuba. A może św. Jakub tylko wtedy mnie wystawił na próbę? Nie wiem.