Kilka zdań z relacji Łukasza Supergana z jego wędrówki do Santiago de Compostela zmusiło mnie do odłożenia obowiązków na kilka chwil i podesłania linku do jego wpisu kilku znajomym, zajmującym się Camino de Santiago na terenie naszego kraju. Jakież było moje zdziwienie, gdy momentalnie, tego samego dnia otrzymałem kilka maili sugerujących, że problem braku oznakowania na polskim Camino nie istnieje.

Sięgając pamięcią do roku 2009, kiedy podczas organizowanych przez Fundację Wioski Franciszkańskiej w osobie Emila Mendyka przejść po Via Regia rozmawialiśmy o przyszłości szlaku w Polsce, przypominam sobie, że głównym problemem jaki wyłaniał się podczas rozmów było oznakowanie. Nawet w dniu, gdy podczas pierwszej z wędrówek w okolicach Opola razem z przyjaciółmi (którzy później w znacznej większości stali się „Przyjaciółmi Dróg św. Jakuba w Polsce„) ktoś krzyknął za nami: „W prawo, wszyscy w prawo!„, większość popołudnia dyskutowaliśmy właśnie nad oznakowaniem.

Szlak, mimo bardzo dobrego przygotowania przez naszych znajomych z Opolszczyzny miał dziurę. Jedna muszelka, którą zdmuchnął wiatr lub strzałka zamazana przez miejscowego rolnika i klops. Gdyby nie uważny przewodnik za nami, grupa pomyliłaby drogę. Miejsce o którym mówię ilustruje to zdjęcie na którym Andrzej Kofluk pozuje z utworzonym naprędce drogowskazem:

Podczas kolejnych przejść po Via Regia, jak i tych w innych rejonach kraju wielokrotnie dyskutowaliśmy o tym, jak zadbać o oznakowanie szlaku.

Pomysłem, który sprawdzał się przez dłuższy czas, była instytucja opiekuna szlaku w danym rejonie. Była to najczęściej osoba odpowiedzialna za powstanie, promocję, wyznaczenie i oznakowanie danego odcinka szlaku. W latach następnych ta sama osoba zajmowała się naprawą oznakowania i dbaniem o szlak w tzw. „międzyczasie”.

Takim opiekunem byłem ja sam (i szczerze mówiąc nie jestem pewien, czy dalej nim jestem, ale trochę się nim czuję) na Ślężańskim Szlaku św. Jakuba. I właśnie. Dochodzimy do sedna sprawy, która została przepowiedziana (nieświadomie) przez mojego kolegę Emila Mendyka- dziś prezesa wspomnianego Stowarzyszenia- osoby, którą niezmiernie szanuję i podziwiam za pracę, jaką włożył i wkłada w coś co nazywamy „Camino w Polsce„. Emil powiedział do mnie bowiem podczas którejś z wędrówek, że wolontariusz pracujący za darmo po 2-3 latach najczęściej wypala się i nie ma z niego pożytku.

Oto ja. Dowód na prawdziwość tej tezy. „Mój” szlak jest zaniedbany, z braku czasu zrezygnowałem z funkcji w zarządzie Stowarzyszenia i przestałem angażować się w tworzenie szlaku. – Ktoś tu miał rację- pomyślałem sobie wczoraj odbierając kolejnego maila sugerującego, że to właśnie my- wolontariusze- daliśmy ciała.

Jeśli to jednak prawda, jeśli rzeczywiście tworzone szlaki jakubowe w Polsce mają datę przydatności około 2 lat, to dlaczego mapa Camino w Polsce wygląda tak:

Camino w Polsce

To trochę tak, jak ze stadionami, basenami i aquaparkami, które powstały w naszym kraju na przestrzeni minionych kilku lat. Są duże, wyraziste i piękne. Za 10 lat będą w ruinie lub staną się głównymi atrakcjami w regionie. I tylko od osób promujących zdrowy tryb życia (w przypadku stadionów i basenów) czy kulturę i sztukę (w przypadku teatrów i filharmonii) zależy ile pieniędzy znajdzie się w budżecie na utrzymanie tych obiektów i ile zysku te obiekty na własne utrzymanie będą w stanie wypracować.

Z Camino w Polsce jest identycznie. Im więcej osób będzie chodziło szlakiem, tym więcej osób będzie chętnych w jego tworzenie i utrzymywanie. Im więcej osób będzie go utrzymywało, tym więcej osób będzie nim chodziło, bo szlak będzie ładniejszy, łatwiejszy, wygodniejszy, ciekawszy, modniejszy (…) itd.

I tutaj pytanie, na które nikt do tej pory (a minęło już ładnych parę lat od kiedy zostało zadane) nie udzielił prawidłowej odpowiedzi brzmi:

Jak utrzymać prawie 3 tysiące kilometrów szlaku?

Jak zadbać, by każdy kilometr powstałego w gorączce pocaminowej lub w dobrej wierze urzędników samorządowych szlaku, był w roku drugim, trzecim i każdym kolejnym odnowiony. Jak sprawić, żeby każda muszelka zamazana przez chuliganów (lub osobę myślącą, ze to znak marihuany- z życia wzięte) była namalowana od nowa w ciągu tego samego sezonu?

W moim przekonaniu wszystko zależy od promocji. Jak napisałem wcześniej: im więcej osób usłyszy o szlaku, tym więcej osób będzie chciało go tworzyć. Jak to zrobić? Na każdego działa coś innego. Na przykład ten film wrzucony przeze mnie kilka dni temu, nagrany podczas wędrówki po Camino w Hiszpanii przez amerykanina Davida Faddisa dostał tylko na mojej stronie 120 tzw. lajków na 410 unikalnych użytkowników którzy go obejrzeli.

Pomyśleć co by się stało, gdyby podobny filmik o polskim Camino puszczono w telewizji śniadaniowej. Myślę, że Emil i koledzy ze Stowarzyszenia mieliby bardzo pracowity dzień, odpowiadając na maile od zaszczepionych caminową gorączką telewidzów.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie uważam, że nakręcenie 3-minutowego filmiku to rozwiązanie problemu. Jednakże historia pokazała, że jeden film może wiele zmienić.
Ciekaw jestem Waszych opinii na ten temat. Może ktoś ma jakiś oryginalny pomysł, na który jeszcze św. Jakub nie wpadł?