Dzien 26 – Santiago de Compostela!

Spodobał Ci się ten wpis?

Minelo juz kilka dni od wejscia do Santiago, ale sprobuje odtworzyc troche z pamieci.

Rano wstalismy wyjatkowo jako ostatni. Grupka polakow, ktorym tak strasznie zazdroscilismy wstala kolo 5tej i ruszyla do Fatimy samochodem. My wstalismy kolo 7mej i bardzo szybko sie spakowalismy. Wstawalo slonce, wiec warunki idealne. Nie padalo, bylo dosyc chlodno, wiec pogoda na jakies 45km- nam niestety zostalo tylko 5. Juz po wyjsciu z Monte do Gozo widzielismy wieze katedry, ktore jednak zniknely po kilku minutach, gdy zeszlismy w dol w kierunku miasta. Gdy doszlismy do tablicy drogowej ‚SANTIAGO’ bardzo sie ucieszylismy. Po miesiacu bylismy w domu.

Ludzie otwierali sklepy i spieszyli sie do pracy. Ja dziwilem sie, jak niewielu pielgrzymow widac bylo na ulicach. Droga przez miasto byla nieciekawa. Santiago oprocz scislego otoczenia katedry, czyli do wejscia przez brame camino, jest rownie nieciekawe jak wiekszosc duzych polskich miast. Jednak samo dojscie do katedry to magiczna chwila. Szczegolnie osoby, ktore dotarly tu na nogach- a nie autem czy autokarem z rozwrzeszczana zgraja dzieci- moga swietowac swoj dzien. Bylo to nasze swieto.

Gdy tylko wyszlismy na plac Obrador i zobaczylismy glowna fasade katedry poczulismy sie niesamowicie. Z drugiej strony poczulismy, ze cos sie skonczylo i zaczal sie zupelnie nowy etap w naszym zyciu.

Na placu spotkalismy wlochow, ktorych od jakiegos tygodnia mijalismy na trasie i ktorzy nocowali z nami dwa dni wczesniej w Arzua. Plakali, wiec zamienilismy kilka slow i zostawilismy ich w spokoju. Byly okolice 9tej rano, wiec idealne pora na odebranie Compostelii. Do biura pielgrzyma rzut kamieniem. W lewo od placu uliczka w prawo jakies 100 metrow i bylismy na miejscu. Bylo jeszcze zamkniete, ale nam sie juz nigdzie nie spieszylo. Otworzyli kolo 9.30 i w tym dniu bylismy chyba w pierwszej 10tce osob, ktore otrzymaly dokument.

Teraz mamy papiery na dowod, ze przeszlismy szlak Sw.Jakuba!

Kolejne 2 godziny spedzilismy na ogladaniu katedry, kawie z pobliskiej kawiarni i przygladaniu sie ludziom na placu. Katedra jest piekna. Uscisnelismy sw, Jakuba, ktory dumnie siedzi sobie na glownym oltarzu ubrany w zlote szaty. Akurat toczyla sie msza, wiec, gdy podchodzilismy do niego z tylu po schodkach i przytulalismy sie- caly kosciol widzial nasze sylwetki na glownym oltarzu- bardzo dziwne uczucie. Nastepnie schodkami w dol zeszlismy pod oltarze, zeby pomodlic sie przy relikwiach apostola. Spedzilismy tam kilka minut- dluzej sie nie dalo, bo trafil nam sie bezdomny do towarzystwa o bardzo specyficznym zapachu.

W kawiarni spotkalismy hiszpana, ktorego znamy od baaardzo dawna, czyli pewnie ze 3 tygodnie:) Pogadalismy chwile lamanym hiszpanskim, pogratulowalismy sobie nawzajem i udalismy sie na msze. Bylo to dla nas wspaniale przezycie. Ludzie nas zaczepiali i pytali sie skad idziemy, kiedy wyszlismy, ile kilometrow itd. Nawet siedzacy za nami niemcy stukali nas w ramiona, gdy widzieli nasze plecaki lezace pod filarem z przypietymi muszelkami i przewodnikiem. Wzrokiem wylapywalismy sposrod tlumow wycieczek autokarowych pielgrzymow, ktorych znalismy badz widzielismy kiedys na szlaku. Kilka porozumiewawczych gestow i wiedzielismy, ze ta msza jest dla nas- pielgrzymow. Mielismy szczescie, bo na koniec zostalo zapalone i rozhustane przez cala szerokosc katedy Batafumeiro- wielkie kadzidlo z ktorego Santiago jest slynne.

Na szczescie nie urwalo sie tym razem. Ojciec Roman mowil, ze kadzidlo spadlo z wysokosci tylko 2 razy w historii, wiec bylem spokojny. Po mszy pomodlilismy sie i to byl koniec naszej wedrowki. Camino 2008 uznalismy za zakonczone.

Postanowilismy kilka dni wczesniej, ze nie bedziemy szli do Fenisterre, tylko pojedziemy autobusem. Zreszta wiekszosc osob, z ktorymi rozmawialismy na ten temat odradzala nam wedrowke nad ocean. Postanowilismy tez nie czekac do 23 wrzesnia na wykupiony wczesniej samolot, tylko wrocic do Polski autokarem i spedzic troche wiecej czasu z rodzina przed powrotem do codziennosci i pracy. Przeszlismy sie wiec na dworzec autobusowy i kupilismy bilety do Madrytu na poniedzialek i stamtad do Wroclawia. Autobus wyjezdza o 9.45 rano w poniedzialek i dojezdza do Wroclawia o 11 rano w srode. Troche dlugo jak na nasz gust- wypaczone przez podroze samolotowe, ale damy rade. Ze znizka do 26 lat (moje urodziny 15 wrzesnia, czyli w dzien wyjazdu) ta przyjemnosc kosztowala nas 340 euro- auc!

Do poznego popoludnia koczowalismy pod katedra i witalismy ludzi, ktorzy przychodzili z drogi. Zaczepialismy tez polakow, ale byli bardzo niemili z reguly. Wiekszosc z nich to uczestnicy wycieczek autokarowych albo wczasowicze na wycieczkach fakultatywnych z Portugalii. Po jakiejs godzinie zrezygnowalismy z rozmow z polakami. Polezelismy na placu, zjedlismy sobie bagietke, serek i sliwki kupione gdzies w okolicach centrum i odpoczelismy psychicznie. Po poludniu zrobilismy zakupy w markecie i ruszylismy spowrotem do O.Romana na Monte do Gozo. Poczulismy sie tam jak w domu, wiec czemu nie skorzystac z kolejnego noclegu. Jutro, po powrocie z Fenisterre tez postanowilismy uderzyc do O.Romana.

Gdy doczlapalismy sie pod gore okazalo sie, ze Ojca nie ma. Jednak zdecydowalismy sie bez pytania zajac sobie miejsce w domku, gdzie wczoraj spalismy- wzielismy kapiel, zrobilismy pranie i poszlismy pospacerowac. Po drodze zatrzymal sie autem O.Roman i przywital nas, oferujac miejsce, ktore juz sobie sami zajelismy. Wszystko bylo ok- nie byl na nas zly- to dobry czlowiek:)

Przeszlismy sie przez albergue xunty na wzgorzu, bo pomyslalem, ze spotkamy kogos znajomego. Spotkalismy Piotrka, ktorego znamy juz od Sarii (na zdjeciu ponizej z Ewa na herbatce u Ojca Romana)- smieszny gosc (wieczorem wpadl do Ojca na spowiedz), z nim 2 polki, ktore z trasy zeszly 3 dni temu i przy wyjsciu z albergue- brazylijczyka, ktory swoimi rozmowami zameczal mnie juz od Sahagun. Spoko popoludnie.

Wieczorem wino i kolacja u ksiedza i rano ruszylismy na Fenisterre- ale o tym w innym poscie.

Dzisiaj postaram sie jeszcze dodac kilka zdjec. Reszte tekstow bedziemy uzupelniac w najblizszych dniach. Jestesmy w Polsce, odpoczywamy i planujemy kolejne camino.

Kuba.

Spodobał Ci się ten wpis?
468 ad
Fatal error: Call to a member function build_links() on null in /home/kubarefe/domains/mypielgrzymi.com/public_html/wp-content/themes/Divi/sidebar.php on line 10