Dzien 20 – Villafranca del Bierzo

Wczoraj jak pisalem- straszne pozno skonczylismy dzien. Glownie przez to, ze 46 kilometrow przez gory zajmuje troche czasu. Poza tym znalezienie szpitala, ktory przyjalby nas na oddzial naglych wypadkow zajelo tez sporo czasu. Musielismy szukac informacji, a gdy ja znalezlismy- okazalo sie, ze szpital jest na koncu miasta. Na szczescie dzisiaj troche lepiej z moimi ugryzieniami i nawet Ewa powiedziala, ze wygladaja lepiej.

Poprzednia noc byla straszna. Ludzie chrapali jak nigdy dotad. Gosc, ktory lezal na gornym lozku obok mnie (byla moja kolej spania na gorze- zmieniamy sie z Ewa codziennie) nie dosc ze chrapal, to na dodatek pierdzial, jakby zjadl przyczepe fasoli i popil woda ze studni. Udalo mi sie zasnac kolo 2giej- po kilku innych incydentach. Nad ranem obudzilem sie strasznie zmeczony i Ewa myslala, ze mam goroczke, ale chyba jej sie wydawalo, bo caly dzien czulem sie dobrze.

Teraz strasznie narzekamy na bol miesni, sciegien i odciski, ktore wrocily po przejsciu gor. Poprzebijalismy pecherze, zdezynfekowalismy i liczymy, ze jutro przestanie bolec. Droga do Villafranca byla chyba rownie malownicza jak wczorajsza. Zaczely sie winnice i jutro po poludniu bedziemy juz w Galicji- oficjalnie. Granice miedzy Leon i Galicja przekroczymy kolo 14tej- jak dobrze pojdzie. Idziemy do O´Cebreiro, bo to 31km po strasznie stromych podejsciach i przewyzszeniach po kilkaset metrow.

Zle zaplanowalismy nasze zakupy, bo dzis niedziela i gdy doszlismy do wioski wszystko bylo juz zamkniete. Zostalismy wiec z 1 wczorajsza kanapka, paczka parowek i 4 sliwkami. Na szczescie hospitalera pozwolila nam uzyc ryzu i koncentratu pomidorowego. Byl wiec ryz z parowkami w rozrobionym koncentracie- pyszny niedzielny obiadek:) Wieczorem na szczescie jest msza o 20, wiec kopniemy sie w dol wioski po tych stromych schodkach po raz kolejny.

Rozmawialismy o Camino dzis przy przebijaniu pecherzy i doszlismy do wnisku, ze chcielibysmy juz byc w Santiago. Chcielibysmy juz dostac nagrode za te tygodnie chodzenia i w koncu zobaczyc katedre z Monte do Gozo. Chyba nawet sprobujemy podgonic jeszcze jeden dzien, wiec weszlibysmy do Santiago dokladnie w moje urodziny rano. 14tego zrobilibysmy urodziny na Monte do Gozo u O.Romana.

Albergue w Villafranca jest calkiem znosne, gdyby nie fakt, ze internet tylko 15 minut. Mimo wszystko maja bardzo czyste poduszki i ubikacje- za 6 euro chyba styknie. Koncze wiec, bo pani hospitalera zaraz wyskoczy na mnie z drugiej strony biurka, przy ktorym siedze i naduzywam goscinnosci.

Jutro idziemy dalej i jestesmy juz 185km od Santiago. Kuba.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Gravatar
WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s